Ads Elite

Miłość – to piękne uczucie łączące dwoje ludzi nie zawsze było źródłem szczęścia, a właściwie, jeśli nieco poszperać w starożytnych tekstach medycznych, to miłość, zwłaszcza ta nieodwzajemniona była powodem występowania ciężkiej choroby, która bez odpowiedniego leczenia mogła skończyć się tragicznie. 

 W starożytności miłość erotyczna była ogólnie uważana za rodzaj szaleństwa, które zostało zesłane przez bogów na wybranych nieszczęśników. Personifikacją tego zjawiska był bożek Eros (lub też Kupidyn, Amor), wyposażony w łuk i strzały. Osoba którą dosięgła strzała Amora zakochiwała się bez pamięci. Miłość od pierwszego wejrzenia, przedstawiano jako siłę mającą katastrofalne skutki, czego przykładem jest choćby Mit o Wojnie Trojańskiej. Nieszczęśliwa miłość potrafiła też doprowadzić kochanków do stanu depresji.

 

W czasach Hipokratesa choroba z miłości była poważnym schorzeniem, odmianą melancholii.  Przypadłość ta miała najczęściej dotykać samotne, bezdzietne kobiety. W tamtych czasach uważano, że macica była organem, który samoistnie przemieszczał się we wnętrzu ciała kobiety i powodował chorobę. Ten wędrujący niczym żywe stworzenie organ, u samotnych kobiet miał zbliżać się w kierunku głowy wywołując ataki histerii, oraz dławienie. Jedynym lekarstwem na tą przypadłość miała być... sama miłość. Natomiast Wielki Galen – znany medyk swoich czasów, twierdził, że nic tak nie zapobiega zakochaniu jak... „otwarcie hemoroidów”.

W średniowieczu uważano że tzw. vital spirit (krew wymieszana z powietrzem) przegrzewała się na widok obiektu uczuć, a to z kolei rozpalało środkowy przedsionek mózgu i skutkowało wysuszeniem zdolności imaginacji. To z kolei prowadziło do wyrycia wizerunku ukochanej osoby w pamięci pacjenta, a co za tym idzie powodowało obsesję, obniżenie zdolności logicznego myślenia i wywoływało odbiegające od normy zachowanie. W VII w. „schorzenie” próbowano leczyć m. in. przykrym zapachem palonych ekskrementów ukochanej osoby. Zabieg ten miał na celu zapewnić dostateczną wilgotność mózgu. 

Żyjący dwa wieki później „specjalista” z Persji – niejaki Rhazes wyliczył etapy miłosnej choroby. Zazwyczaj rozpoczynała się ona od zapadniętych oczu, potem pojawiały się pryszcze na języku, ogólnie całe ciało więdło, pacjent zaczynał bełkotać, następnie pojawiały się pęcherze na skórze, a na końcu nieszczęśnik umierał wyjąc jak wilk. Inny perski medyk, żyjący w X w. diagnozował swoich pacjentów uważnie badając ich puls i wymieniając kolejno nazwy okolicznych ulic. Szybkie tętno miało wskazywać dom, w którym mieszkał obiekt nieszczęśliwego uczucia.

 W renesansie natomiast uważano że smutek wywołany chorobą miłosną powodował powstawanie melancholii, oraz nadmiar wydzielania czarnej żółci. Wewnętrzny ogień, który napotykał na chłód, cofał się do środka i powodował wewnętrzne wypalenie nieszczęśnika, który się zakochał. 

W 1610 r. powstał słynny traktat o chorobie z miłości, autorstwa Jacquesa Ferranda. Według Ferranda chorobę miłosną zaczynały drobne „bodźce zewnętrzne”, takie jak szeptanie kuszących słów, propozycje flirtu, pochlebstwa, namowy, lubieżne spojrzenia, czy też spojrzenia pełne cielęcego uwielbienia. Zaawansowana choroba pojawiała się gdy „ciepło rozgorączkowanego kochanka wybielało krew i przemieniało ją w nasienie”. Gdy płyn ulegał rozkładowi w swoich zbiornikach, wtedy powstawały trujące opary, które przez kręgosłup i inne „sekretne kanały” przedostawały się do mózgu. Leczenie tej przypadłość było z naszego punktu widzenia, równie osobliwe jak sama choroba. Pacjentowi przymocowywano do napletka metalowy pierścień. Inni specjaliści zalecali okładanie pacjentów tabliczkami z ołowiu, oraz biczowanie. We wcześniejszych czasach arabscy medycy zalecali ciągłe zmiany obiektu uczuć, aż do momentu gdy pacjent miał zmęczyć się miłością. „Chorobę” leczono też zabiegami chirurgicznymi poprzez upuszczanie krwi 4 razy w roku. Metoda ta działała zwłaszcza u kobiet cierpiących na ataki histerii. Bardziej drastyczne metody, to przycinanie zewnętrznych kobiecych narządów płciowych i przypalanie ud kwasem. Istotnie po tym zabiegu ochota na miłość musiała przechodzić... wraz z ochotą na cokolwiek innego. Jeśli atak choroby był tak silny, że groził przekształceniem się w wilkołactwo, należało upuszczać krew, aż do niewydolności serca, oraz ewentualnie przyżegać twarz rozpalonym żelazem. Po tych zabiegach również przechodziło wszystko, czasem absolutnie wszystko. 

 Przez wieki zmieniały się czynniki uważane za przyczynę tej choroby, oraz sposoby jej leczenia. Jedną z przyczyn jakie wymieniano były: czynności magiczne, opętanie przez demony, magiczne mikstury, choroba miała być też dziedziczna. Dopiero w XX i XXI wieku część objawów przypisano chorobom psychicznym. Objawy jakie towarzyszyły chorobie to: bezsenność, rozkojarzenie, przyspieszone tętno, spadek wagi ciała, skrajne silne emocje,  a nawet lekki stan podgorączkowy, lub też przeciwnie obniżenie temperatury ciała. Chorobę zawsze starano się leczyć poprzez połączenie z ukochaną osobą, lub przeciwnie rozproszenie uwagi chorego, tak by nie skupiał wszystkich swoich myśli na ukochanej osobie, próbach obrzydzenia obiektu uwielbienia, czytanie filozoficznych traktatów moralnych, słuchanie muzyki, przyjmowanie opium, a nawet brutalne zabiegi chirurgiczne o których wyżej wspomniano. W XVI i XVII w. zalecano łagodniejsze środki, takie jak kąpiele, okłady i lekką dietę. Stan chorego, który pozostał bez leczenia mógł się pogorszyć i zamienić w szaleństwo.

 Od czasów starożytnych to „schorzenie” istniało jako jednostka chorobowa, która z oficjalnej listy chorób zniknęła dopiero w XX w., gdy znacząco zwiększyła się wiedza na temat ludzkiej anatomii, a na sprawę spojrzano w bardziej racjonalny sposób. 

 

Źródła:

„Jak dawniej leczono, czyli plomby z mchu i inne historie” Nathan Belofsky wyd. RM, http://en.wikipedia.org/wiki/Eros_(concept) http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_z_mi%C5%82o%C5%9Bci 

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem